Tadeusz Szlenkier - tenor

«« powrót

Libretto i więcej nic

"La Gioconda" w reż. Krzysztofa Nazara w Operze Nova w Bydgoszczy na XVII Bydgoskim Festiwalu Operowym. Pisze Dawid Komuda w Gazecie Wyborczej - Bydgoszcz.
Twórcy "La Giocondy" zapewniali, że 17. Bydgoski Festiwal Operowy zainauguruje arcyciekawy spektakl, Sobotnia premiera w wykonaniu gospodarzy nie wzbudziła oczekiwanych emocji.
Dzieło kompozytora Amilicara Ponchiellego jest wymagające zarówno dla reżysera, jak i solistów. Oferuje sześć atrakcyjnych partii dla różnych rodzajów głosów. Każdy bohater przeżywa osobisty dramat i ma znaczący udział w akcji scenicznej. Postaci w reżyserii Krzysztofa Nazara nie były klarowne.
Najbardziej dało się to zauważyć w roli Giocondy kreowanej przez Katarzynę Nowak-Stańczyk. Mocna była w wizerunku scenicznym, odziana w skórzany - odważny kostium pokryty tatuażami, przypadła do gustu publiczności. Jednak ten mocny obraz wędrownej śpiewaczki, zahartowanej życiem na ulicy, przeszkadzał w zrozumieniu motywów jej działania. Zestawienie tak prowadzonej postaci z późniejszym poświęceniem swojego życia i miłości dla uratowania rywalki jest nieczytelne. Wdzięczność Giocondy za uratowanie matki, posądzonej o czary, wydaje się słabym pretekstem. Równie dobrze stać by ją było na odważniejsze czyny. Wszak zdaje się być twardą, niezależną kobietą. Gdyby przywiązanie tytułowej bohaterki do ślepej, bezbronnej matki było lepiej wyeksponowane, byłaby to bardzo interesująca rola. Mimo niejasności, Gioconda Katarzyny Nowak-Stańczyk to bardzo udana kreacja. Śpiewaczka ma spore doświadczenie aktorskie i ze swobodą porusza po scenie, koncentrując na sobie uwagę widowni.
Jedną z bardziej wymagających ról w operze jest postać Barnaby, niejednokrotnie cala akcja opiera się na rym bohaterze. To on rozdaje karty i rządzi biegiem wydarzeń. Szpieg inkwizycji, knuje intrygę, aby złamać serce Giocondzie. Zepsuty, brutalny człowiek nie cofnie się przed niczym, by osiągnąć cel. Trudna rola, wymaga doskonałego aktorstwa i świetnej kondycji wokalnej. Adam Woźniak w pełni nie zrealizował rysunku nakreślonego przez reżysera Presja ciągłej kontroli, nadzoru powinna być odczuwalna przez trwanie całego spektaklu. Zabrakło jej.
Częstym problemem dla reżyserów spektakli operowych jest chór. Często trudno okiełznać ogromną liczbę osób na scenie. W propozycji Nazara artyści chóru to maszyna. Każdy gest, ruch został precyzyjnie zaplanowany. Mechanicznie potraktowane sceny zbiorowe nie tętniły życiem i nie miały w sobie naturalności. Roztańczone ulice Wenecji czy goście na balu w akcie trzecim przypominają zaprogramowane mrowisko. Każdy wie, gdzie masie udać, jaka jest jego rola. Wszystko na chłodno i bez wrażenia spontaniczności.
Atutem nowego tytułu jest płaszczyzna wokalna. Chór został starannie przygotowany przez Henryka Wierzchnia. Soliści z wyczuciem radzili sobie z muzyką Ponchiellego. Godny uwagi jest piękny głos tenora Tadeusza Szlenkiera (w roli Enza Grimaldo). Szlachetny w brzmieniu bez trudu radził sobie z wysokimi dźwiękami, urzekał barwą i płynnością głosu.
Orkiestra prowadzona przez Rubena Silvę nie stanęła na wysokości zadania Od pierwszych akordów uwertury było słychać nieczyste dźwięki. Dyrygent umiejętnie wyciągnął z partytury wszystkie subtelności, wysoko zawieszając poprzeczkę wykonawcom. Muzycy nie sprostali wymaganiom, przez to zależna od nich warstwa przedstawienia ucierpiała. Do właściwego odbioru nie przyczyniła się również ruchoma scenografia - irytowała szczególnie w momencie delikatnego piano orkiestry.
"La Gioconda" na tle polskich produkcji operowych nie wyróżnia się niczym szczególnym. (...) Bydgoska inscenizacja nie pokazuje niczego zaskakującego, twardo trzyma się libretta.


Dawid Komuda, Gazeta Wyborcza - Bydgoszcz 97/26.04.
27.4.2010


«« powrót