Tadeusz Szlenkier - tenor

«« powrót

Czy warto umierać z miłości?

Niezwykle mocnym akcentem rozpoczął się nad Brdą XIX Bydgoski Festiwal Operowy. Tym razem dyrektor Maciej Figas zdecydował się na zamierzenie nie mniej ambitne niż w latach poprzednich, a mianowicie na wystawienie po raz pierwszy na muzycznej scenie w Bydgoszczy "Rusałki" Antonina Dvořaka.
Siłą spektaklu wyreżyserowanego przez Kristine Wuss, rozgrywającego się w przestrzeni zainspirowanej elementami bydgoskiej architektury, jest żelazna konsekwencja interpretacyjna podporządkowana od początku do końca konfrontacji dwóch światów, dwóch rzeczywistości. Niemiecka reżyserka, wraz z Mariuszem Napierałą (scenografia i kostiumy) i Iwoną Runowską (choreografia) zakomponowała w obrazach, przypominających malarskie płótna i stare ryciny z czasów Andersena, wzruszającą opowieść o miłości, poświęceniu i marzeniach.
Od pierwszej sceny publiczność urzeka nie tylko muzyka czeskiego kompozytora, ale i piękno samego scenicznego obrazu, w którym autorzy od razu bardzo silnie znaczą kontrast świata ludzkiego (postaci poruszają się na moście niczym marionetki) z tym, który poprzez związek z naturą i żywiołem wody eksponują Wodnik (Jacek Greszta) i nimfy żyjące w rzece. Kristine Wuss odarła sceniczne bycie bohaterów z naturalistycznego grania, z operowego banału i sztuczności; bardziej zależy jej na budowaniu konfliktów i przebiegu wydarzeń poprzez metaforykę, symbol, wizualne skojarzenie i wielowymiarowość używanych elementów scenicznych i rekwizytów (tramwaj staje się akwarium, skakanka zyskuje magiczną moc, symboliczne znaczenie ma nawet odwrócony do góry nogami stół, który jako swe brzemię ciągnie Książę, muszla zaś staje się miejscem cielesnych uciech na zamku Księcia).
Największe wrażenie robą sceny jakby zamierające w swojej statyczności, niekiedy nawet hieratyczne w swej estetyce, które konstruują sensy przedstawienia, jednocześnie nie tłumiąc siły emocji jaka drzemie w bohaterach dramatu. Nie mniej efektownie interpretacyjne tropy niemieckiej reżyserki, nie pozbawione intelektualnej głębi i dojrzałości, wyraża kompozycja ruchu scenicznego, bardzo silnie nawiązująca do poetyki konfrontującej to, co prawdziwe, szczere i naturalne, z tym, co zdeterminowane konwenansem, konwencją, udawaniem i wewnętrzną pustką.
Znakomicie odnalazł się w bydgoskim spektaklu cały zespół Opery Nova. Już w I akcie pięknem brzmienia imponują Leśne Boginki w interpretacji Krystyny Nowak, Marty Ustyniak, Ewy Banasiak, Marioli Winkler, Doroty Sobczaki i Lidii Golińskiej. Najlepiej dysponowanym śpiewakiem podczas premiery był bez wątpienia Tadeusz Szlenkier, który zachwyca siłą dźwięku, ekspresją i szlachetną barwą swojego wciąż dojrzewającego głosu. W partiach lirycznych tytułowej bohaterki doskonale sprawdza się Magdalena Polkowska. Sugestywnie postać Obcej Księżniczki rysuje Katarzyna Nowak-Stańczyk. Zastrzeżenia budzi tylko głos Anetty Szczecik-Wakarecy (Jerzibaba), rozwibrowany ponad miarę i mało przyjemny dla ucha.
Brawa dla Kristine Wuss za interpretacyjną dociekliwość, dojrzałość spojrzenia nie pozbawiającą dzieła Dvořaka klarowności i siły oddziaływania, prowadzącej do muzycznego, estetycznego i czysto ludzkiego wzruszenia.


Wiesław Kowalski, Teatr dla Was
30.5.2012


«« powrót