Tadeusz Szlenkier - tenor

«« powrót

Genderowa "Halka" pięknie rozbrzmiała w Operze Nova

Plakat Andrzeja Klimowskiego do bydgoskiej inscenizacji "Halki" oparty jest na kontraście barw, kształtów, symboli. Biel to znak czystości duszy Halki, ale i jej śmierci, czerwień - namiętności i walki, czerń - zła i żałoby. Hybrydowa maska to efekt nałożenia na siebie dwóch twarzy - męskiej i zdominowanej przez nią kobiecej. Emocje stłamszonej kobiety ognistym płomieniem wydobywają się z czarnego oczodołu, zapowiadając walkę w imię uczucia. Namiętność i miłość określają też wpięte we włosy czerwone kwiaty.
A co oglądamy na scenie? Czy "Halka" Anno Domini 2013, inaugurująca XX Bydgoski Festiwal Operowy, dorównała rangą imprezie, która zgromadziła na Sali Opery Nova wielu wybitnych przedstawicieli polskiego świata muzycznego? Czy usatysfakcjonowała melomanów zakochanych w twórczości Moniuszki?
Niezwykle oryginalny jest już sam początek, kiedy to jeszcze na tle uwertury oglądamy humorystyczną z pozoru etiudkę baletową w wykonaniu czterech tancerzy. Trzej, choć jeszcze mrok, budzą się z radością, w komiczny sposób zakładają buty, liberie, potem szarpią się z czwartym, bardzo niechętnie ustosunkowanym do swego życia, do służby. Kiedy wreszcie wszyscy są gotowi, powoli wznosi się kurtyna, na podwyższonej scenie ukazują się najpierw w czerwono- złotej poświacie liczne pary pańskich butów. Lokaje rzucają się do ich polerownia. Wkrótce odsłonięty zostaje cały błyszczący od złota pański świat. Ta scenka to zapowiedź tematu. Sygnał dwudzielnej kompozycji tej inscenizacji, w której bardzo wyraźnie środkami teatralnymi zaznacza się różnice między światem szlachty a światem chłopstwa.
Ale ten dualizm dotyczy nie tylko układów społecznych, lecz i relacji na płaszczyźnie kobieta - mężczyzna. Już na dworze męską dominację nad kobietą symbolizują specyficzne figury mazura, którego z jedną kobietą, umizgując się do niej, tańczy kilku mężczyzn. Pod koniec pierwszego aktu nawet ktoś nieznający libretta zrozumiałby, że Halka w układzie z Januszem i Zofią jest na podwójnie przegranej pozycji. Ponieważ jest chłopką i ponieważ jest kobietą. W najbardziej komfortowej sytuacji jest oczywiście Janusz. Jako mężczyźnie i szlachcicowi wolno mu wszystko.
W spektaklu jest jeszcze jedno, ciekawe kryterium podziału świata na realny i metafizyczny. Do realnego należą oczywiście wszystkie sceny dworskie i zbiorowe sceny góralskie. Ze światem metafizycznym mamy do czynienia wówczas, kiedy Halka w samotności coraz bardziej zaczyna rozmyślać nad swoją sytuacją i także psychicznie oddalać się od wszystkiego, co ziemskie, skłaniając ku absolutowi. Pozazmysłową przestrzeń tworzą wówczas przede wszystkim elementy świata natury - góry, las, mgła, błędne ogniki, robaczki świętojańskie, gwiazdy, wstający świt. Gros tych elementów wywoływanych jest poprzez magiczne wręcz operowanie światłem. I tu podziękowania dla Macieja Igielskiego. Kwintesencją utożsamiania natury z istnieniem Boga przez prosty lud są snopy światła płynącego z góry. Jedna z takich świetlnych wiązek unosi na końcu duszę Halki do nieba. To przepięknie przez Angelikę Gembiak, solistkę Baletu Opery Nova, tegoroczną laureatkę Teatralnej Nagrody Muzycznej im. Jana Kiepury w kategorii "najlepsza tancerka", wykonana scena baletowa z taką delikatnością i lekkością, że naprawdę odnosi się wrażenie, iż dziewczyna nie jest istotą ziemską. Zwłaszcza, że wszystko to odbywa się na tle dźwięków harfy, której dźwięk kojarzy się z boskością, przechodzeniem z jednego świata do drugiego. A w bydgoskiej inscenizacji harfa w tej scenie dzięki wirtuozerii Doroty Buraczewskiej-Kraus brzmi niezwykle urzekająco, wręcz niebiańsko.
A tym większy sukces, że jest to scena finałowa, w której Natalia Babińska zawarła interpretację całej inscenizacji, rekompensując Halce niesprawiedliwość i krzywdę, jakich doznała na ziemi.
Ale urzekających czy wzruszających scen w tym przedstawieniu jest bardzo wiele. Jak choćby cavatina "O mój maleńki", w której Halka żegna się ze swoim umierającym dzieckiem. Liryzm w jej głosie walczy z rozpaczą. Połowa widowni płacze.
Jest to spektakl, który zawiera w sobie wszystkie możliwe emocje, nastroje, klimaty. Chwilami jest niezwykle ekspresyjny, chwilami bardzo stonowany, wyciszony. Bo do tego, co dyktuje muzyka idealnie dostosowane są pozostałe elementy przedstawienia. A muzyka brzmi cudownie. Głęboki ukłon należy się Piotrowi Wajrakowi za pracę z orkiestrą Opery Nova. Tak pięknie brzmiącej Halki w teatrze jeszcze nie słyszałam.
To przedstawienie interesujące również dzięki odtwórcom głównych ról. Jolanta Wagner odnosi sukces w roli Halki nie tylko dzięki swojemu przepięknie brzmiącemu sopranowi, ale również dzięki interesującemu aktorstwu. I co istotne, jest bardzo współczesna poprzez nierespektowanie klasowych podziałów i bezkompromisową walkę o miłość, o szczęście. Bardzo dobrze też wciela się w postać Jontka Tadeusz Szlenkier. Aria "Szumią jodły na gór szczycie" wręcz porywa serca publiczności a aktorstwo uwiarygodnia emocje.
Dobrze w roli okrutnego egoisty Janusza prezentuje się też Łukasz Goliński. Jego mrocznie brzmiący baryton budzi wielką niechęć do postaci.
Dzięki przepięknym, gustownym, po części współczesnym, po części z lekka stylizowanym na epokę, kostiumom Pauliny Czernek-Baneckiej oraz ponadczasowej scenografii Diany Marszałek i Julii Skrzyneckiej widzowie przenoszeni są w dość uniwersalną przestrzeń, w której rozegrać się może każdy dramat, mający swe źródło w nierówności pomiędzy ludźmi.
Oglądając przedstawienie pewna byłam, że zakończy się ono stojącą owacją publiczności, ale nie przypuszczałam, że trwać ona będzie prawie kwadrans.
Piękny był to akcent na rozpoczęcie festiwalu.


Anita Nowak, Teatr dla Was
29.5.2013


«« powrót