Tadeusz Szlenkier - tenor

«« powrót

Młoda Cyganeria

Bydgoski Festiwal Operowy w imponującej rozmiarami Operze Nova odbywał się w tym roku (30 kwietnia-18 maja) już po raz osiemnasty. Powołał go do życia - młody wówczas - dyrektor bydgoskiej sceny Maciej Figas, bo chciał w ten sposób zdopingować władze miasta i województwa do przyspieszenia budowy tego gmachu, która ciągnęła się lat niemal dwadzieścia. Na pierwszym Festiwalu, zresztą bardzo udanym, widzowie zasiadali na widowni w stanie jeszcze surowym, z pyłem cementowym w powietrzu. Z czasem impreza rozwinęła się i wrosła w pejzaż nie tylko miejscowego życia muzycznego, owocując wieloma frapującymi wydarzeniami artystycznymi. Do dziś mam w pamięci świetne przedstawienie Strasznego dworu, które inaugurowało pierwszy Festiwal, potem oglądaliśmy przygotowane siłami Opery Nova imponujące inscenizacje "Don Giovanniego" Mozarta i "Turandot" Pucciniego, a także przywiezionego przez zespół z Kijowa "Borysa Godunowa" Musorgskiego oraz - nigdy przedtem w Polsce nie przedstawianą - "Alcinę" Handla w wykonaniu Opery z Rygi; od początku formuła imprezy opierała się na występach teatrów z Polski i zagranicy, przede wszystkim z tytułami dotychczas w Bydgoszczy nie granymi.
W tym roku Festiwal, który - jak żartobliwie ujął to Maciej Figas - osiągnął pełnoletniość, otworzyła premiera "Cyganerii", przygotowana przez zespół Opery Nova. Było to nie lada zadanie (nie wszyscy zapewne zdają sobie sprawę, jak trudne) i realizatorom nie w pełni udało się mu sprostać. Po pierwsze, opera Pucciniego to - z wyjątkiem aktu drugiego, który rozgrywa się na gwarnym placu w Paryżu - dzieło o charakterze kameralnym, zatem trzeba nie lada maestrii, by finezyjne epizody zain-scenizować na ogromnej scenie. Po drugie - reżyser Maciej Prus jakby zapomniał, że "Cyganeria" to jedno ze sztandarowych dzieł weryzmu; kolejne jego obrazy powinny pokazywać realia miejsc i wydarzeń, o których mowa w libretcie albo przynajmniej przywoływać ich nastrój. Tymczasem w inscenizacji Prusa nic zgoła nie przywodzi na myśl Paryża z połowy XIX stulecia: mansarda biedujących artystów jest przestronna i sterylnie czysta niczym poczekalnia w szpitalu lub w jakimś urzędzie; dalsze obrazy, ze scenografią złożoną przede wszystkim z wielopiętrowych rusztowań, kojarzyć się mogą co najwyżej z futurystycznym w formie Centre Pompidou w Paryżu. W takiej dekoracji rodzajowe scenki aktu drugiego niejako zawisają w próżni, a pewne epizody są zgoła nieprzekonujące - sprzedawca zabawek Parpignol umieszczony jest tak daleko, że gromada dzieci nie może zachwycać się jego towarem.
Pełną satysfakcję natomiast sprawić mogli widzom premiery wykonawcy głównych partii solowych. Debiutująca w dużej roli Magdalena Polkowska, obdarzona ślicznym sopranem, ma wszelkie dane, by stać się znakomitą Mimi (recytatyw kończący jej arię w akcie pierwszym dowiódł, że powinna jeszcze popracować na dykcją). W partii Musetty ładnie spisała się Ewelina Szybilska; Tadeusz Szlenkier, któremu po Ryszardzie w "Balu maskowym" Verdiego i Enzu w "Giocondzie" Ponchiellego powierzono nie mniej odpowiedzialną partię poety Rudolfa, także z tej próby wyszedł zwycięsko, tworząc bardzo sympatyczną postać sceniczną. Wprawdzie jego głos wydawał się chwilami nieco zmęczony (po trzech forsownych próbach dzień po dniu - jak wyznał), wolno jednak wierzyć, że w kolejnych spektaklach drobna niedyspozycja minęła. W roli Marcela dobrze śpiewał baryton Łukasz Goliński, ładnie brzmiał chór, a orkiestra pod batutą Andrzeja Knapa spisywała się na ogół dzielnie - tyle że nazbyt często dyrygent pozwalał jej zagłuszać śpiewaków na scenie.
Obok "Cyganerii" w programie Festiwalu znalazło się przedstawienie "Dydony i Eneasza" Purcella i "Zamku Sinobrodego" Bartoka przygotowane przez zespół Teatru Wielkiego w Łodzi, inscenizacja "Marii Stuardy" Donizettiego z Teatru Wielkiego w Poznaniu oraz musical "Spamalot czyli Monty Python i Święty Graal" z Teatru Muzycznego w Gdyni, a nadto balety: "Tryptyk Ekmana" w wykonaniu sławnego szwedzkiego Cullbergballet oraz "Aria, Compagnon Errant i Dionysos" przedstawione przez nie mniej znany zespół, Bejart Ballet z Lozanny.
Największą atrakcją Festiwalu było jednak wykonanie bodaj nigdy u nas nie granej opery "Orlando" Handla, którą przywiózł specjalizujący się w muzyce dawnej zespół Combattimento Consort z Amsterdamu (uraczył też słuchaczy koncertem Die Kunst der Fugę Bacha). Dopełnieniem głównego programu były pokazy filmowe rzadko grywanych oper: "Trojan" Berlioza, "Franceski da Rimini" Zandonaia i "Roberta Devereux" Donizettiego.


Józef Kański, Ruch Muzyczny nr 11
31.5.2011


«« powrót