Tadeusz Szlenkier - tenor

«« powrót

Dramat na ostatnim piętrze

Młodość dodała skrzydeł "Cyganerii" Opery Nova na Bydgoskim Festiwalu Operowym
Zalegasz z czynszem? Masz kłopot z dogrzaniem mieszkania na poddaszu, a na kolację zjadłeś słonego śledzia? Masz więc życie jak z operowego libretta... Pan Puccini dawno temu napisał operę o losie zwykłych ludzi, a dwóch Maciejów sprawiło, że ten tytuł zawitał na bydgoską scenę: Maciej Figas, dyrektor ON i Maciej Prus, reżyser. Przede wszystkim ich inicjatywie zawdzięczamy tak wspaniałe otwarcie (w sobotę) pełnoletniego już XVIII Bydgoskiego Festiwalu Operowego.

Opera prawdziwa
Nasza "Cyganeria" jest świetna z dwóch przynajmniej powodów. Po pierwsze, reżyser nie napisał libretta od nowa. Głośno było swego czasu o "Cyganerii" odczłowieczonej, z bohaterami zimnymi egoistami. Nie o to chodziło Pucciniemu, który myślał o młodych gniewnych, ale o gniewnych biednych. W dodatku historia ta sięga czasów "przedstyropianowych", a cyganeria mieszkała na poddaszu z wciąż zimnym piecem kaflowym. Nie ma więc sensu przenosić akcji do snobistycznego penthouse'u...
Druga sprawa to młodość, z którą w operze bywa kłopot. Mało to razy widzieliście Państwo leciwą panią, która na scenie grała dziewoję piętnastoletnią? U Pucciniego tak nie wolno. Stworzył operę werystyczną, czyli prawdziwą. Jak napisane, tak ma być. Zatem sześć najważniejszych osób na scenie pesel może podać śmiało! Jakie to ważne dla emocji (nie ujmując niczego starszym śpiewakom),dla wiarygodności, dla walorów wokalnych także!
Kłaniam się zatem ślicznej sopranistce Magdalenie Polkowskiej - hafciarce Mimi, Tadeuszowi Szlenkierowi (tenor taki, że serce rośnie, a i urody mu nie brakuje!) - rozdartemu w iście antycznym stylu Rudolfowi, Łukaszowi Golińskiemu i Ewelinie Szybilskiej - Marcello i Musettcie (stworzyli rozflirtowaną parę, kontrę dla lirycznych Mimi i Rudolfa).
W gwar nocnego życia Paryża
Soliści połączeni zostali w zgrany zespół. Nieco za mało było Musetty. A przecież tak ostra babka powinna swoim głosem narobić więcej zamieszania. Najważniejsze jednak, że bydgoska cyganeria jest prawdziwa, nie farbowana na współczesną modlę.
Pochwalę chór - bardzo elegancko odziany - który w zbiorowej scenie uciech na ulicy Dzielnicy Łacińskiej i w kawiarni przeniósł widzów w gwar paryskiego nocnego życia. A orkiestra razem z dyrygentem Andrzejem Knapem płynęła zmysłowo w melodyjną włoską kantylenę (charakterystyczny motyw "Cyganerii", motyw Mimi, motyw Musetty).
Scenografia - Paweł Wodziński. Prosta, bez zbędnej nonszalancji. Poddasze jest rzeczywiście poddaszem - pracownią młodych artystów (jak ze starego obrazu), a ulica, kawiarnia zajmują scenę od góry do dołu. Są rysowane śpiewem i gestem, a nie starodawnymi konstrukcjami. Biedni czy bogaci, idźcie na bydgoską "Cyganerię". Z tej opery wyjdziecie, jeśli nie na śmierć zakochani, to na pewno poważnie zauroczeni. Tak działa magia muzyki Pucciniego.


Katarzyna Bogucka, Express Bydgoski nr 101
2.5.2011


«« powrót