Tadeusz Szlenkier - tenor

«« powrót

"Cyganeria" bez żadnego cygaństwa

Gospodarze mają powód do dumy. Ich inauguracyjne przedstawienie zachwyciło widzów i krytyków.
- Jestem z nich cholernie dumny! - wyznał dyrektor Opery Nova Maciej Figas, zaraz po "Cyganerii" Pucciniego. Jego zespół przygotował spektakl na początek XVIII Bydgoskiego Festiwalu Operowego. A w chwilę później - nie krył radości z tego, że... takie zdolne "dzieciaki" ma w zespole.
Rzeczywiście, na powód do dumy wskazywał już podczas otwarcia festiwalu jego artystyczny gospodarz, dyrektor Sławomir Pietras. Przypomniał, że niezwykle trudne partie solowe całej pierwszoplanowej szóstki artystów z "Cyganerii" śpiewali zazwyczaj ludzie, którzy studenckie czasy ledwie już pamiętali, a ich średnia wieku była dobrze po "pięćdziesiątce". Tymczasem podczas sobotniej premiery w Bydgoszczy ta średnia była o... połowę niższa. Tak więc obawy o to, czy ta "młódź" da sobie radę z wielkim muzycznym wyzwaniem Pucciniego po części mogły być uzasadnione. Ale taki zamysł właśnie wniósł do tego "bydgoskiego" dzieła jego reżyser Maciej Prus. - Nie zamierzam nic uwspółcześniać - zapowiadał przed przygotowaniami do premiery. - Chcę, żeby ten spektakl przypominał to dzieło w takim wydaniu, jakim je widział Puccini. Młodzi artyści z dzieła mają być młodymi artystami na scenie. Czyli... bez cygaństwa.
Konfrontacja dobrego teatralnego doświadczenia z młodzieńczą fantazją operowych wykonawców przynosi dobre efekty. Jeśli mowa jest w dziele Pucciniego o tym, że młodzi artyści marzną o mansardzie na piętrze, to na bydgoskiej scenie, dzięki znakomitym jej możliwościom technicznym, jest mansarda na piętrze i... piec, w którym nie trzeba wyobrażać sobie grzejącego ręce ognia. Ten ogień, gdy plonie tam pierwszy akt poematu Rudolfa, jest prawdziwy.
Oprawę mamy za sobą, pora zatem na głos w sprawie głosów. Zapytałem już po premierze Magdalenę Połkowską (w roli Mimi) czy od początku czuła, że jako jedna z trzech przygotowujących się do premiery solistek, to właśnie ona zaśpiewa w inaugurującym festiwal przedstawieniu.
Wyznała szczerze: reżyser w żaden sposób mnie nie wyróżniał, do końca nie wiedziałam czy to będę ja. Ale wydawało mi się, że maestro (czyli Andrzej Knap, dyrygent i kierownik muzyczny spektaklu w jednej osobie] od początku był najbliżej decyzji, że to ja będę śpiewać. Jeśli tak było, to Andrzej Knap miał przysłowiowego nosa. To dyrygent doświadczony, o którym znawcy branży mówią podobno, że w "Cyganerii" jest naprawdę rewelacyjny. Po prostu wie, jak ją się robi tak, żeby się podobała. Orkiestra pod jego batutą zagrała świetnie. Knap umiejętnie powściągał zakusy zespołu do gry głośnej, dzięki czemu soliści nie musieli się za każdą cenę przebijać ze swoimi głosami.
Tu zresztą bardzo znamiennie zaakcentowała swoją rolę Magdalena Polkowska. W miejscach, w których można się było dać sprowokować, by nie wyśpiewać, a wręcz wykrzyczeć rolę - śpiewała swoim pięknym głosem równo, czysto, niezwykle lirycznie, jak gdyby narzucając styl interpretacji orkiestrze.
Świetnie partnerował jej w roli Rudolfa Tadeusz Szlenkier. Tenor jeszcze bardzo młody, ale w niektórych momentach słyszany jako bardzo doświadczony i precyzyjnie, z rozmysłem głosem operujący. Podobną referencję wystawić można Ewelinie Szybilskiej w roli Musetty, jedynej z pierwszoplanowych postaci, zagranej w spektaklu gościnnie. Łukasz Goliński w roli Marcella ponownie dowiódł, że jest artystą z wizją już mocno ukształtowaną. Pozytywnie zaskoczył Wojciech Dyngosz. Jego baryton "skrojony" trochę komicznie w kilku fragmentach zyskał spory aplauz widowni.
Premierowe wrażenia sugerować mogą, że czeka nas i w tym roku bardzo ciekawy festiwal. Kolejny spektakl - już w środę. Cullbergballet Riksteatern ze Szwecji zaprezentuje Tryptyk Ekmana - Studium Rozrywki. Początek o godz. 19.


(MKJ), Gazeta Pomorska nr 101
2.5.2011


«« powrót